Powoli wyjaśnia się pochodzenie radioaktywnej chmury, która zawisła nad Europą, w tym i nad Polską na przełomie września i października. Znajdujący się w powietrzu  radioaktywny izotop rutenu-106, który wywołał zaniepokojenie opinii publicznej, prawdopodobnie miał swoje źródło na terenie Rosji  w obwodzie Czelabińskim, o czym informuje brytyjski dziennik The Guardian.
Tym samym zostały potwierdzone wcześniejsze ustalenia IRSN, francuskiego państwowego instytutu bezpieczeństwa radiologicznego. Francuzi  w swoim komunikacie twierdzili, że wyciek był spory i miał miejsce na terenie Rosji lub Kazachstanu.  Polska Agencja Atomistyki w komunikacie z 10 października napisała, że izotop był wykrywalny na precyzyjnych urządzeniach pomiarowych przez ok. 2 tygodnie na przełomie września i października. Po tym okresie jego stężenie spadło i obecnie izotop ten nie jest wykrywany. Wykryte stężenie rutenu-106 nie ma i nie miało żadnego wpływu na zdrowie mieszkańców Polski – napisano w komunikacie.
Wg najnowszych ustaleń dziennikarzy brytyjskiego dziennika, Rosja nie wskazała źródła chmury radioaktywnej, ale poinformowała, że najwyższa koncentracja izotopu ruten-106 przekraczająca 986 razy dopuszczalne normy wystąpiła w Argayash, wiosce w regionie Czelabińska na południowym Uralu. Zaniepokojenie budzi fakt, że w pobliżu znajduje się zakład atomowy Majak (ok. 70 km od Czelabińska), który w przeszłości (1957 r.) doprowadził do skażenia naturalnego środowiska promieniowaniem radioaktywnym, co przez ówczesny ZSRR było ukrywane przez ponad 30 lat. Obecnie Majak jest miejscem przetwarzania zużytego paliwa jądrowego.
The Guardian informuje też, że rosyjski Greenpeace wezwał Rosyjską Państwową Korporację Energii Jądrowej Rosatom do rozpoczęcia śledztwa w sprawie radioaktywnego wycieku izotopu i opublikowania wyników.