Minister energii, Krzysztof Tchórzewski wypowiedział się o dopłacie do aut elektrycznych. Wskazuje na środki jakie mogą wpłynąć do budżetu państwa z tytułu opłaty emisyjnej w wysokości 8 groszy do litra paliwa. Jak na razie, opłata emisyjna jeszcze nie została wprowadzona, aktualnie jest procedowana w Sejmie.

Zgodnie z propozycją ministra, dopłata do zakupu jednego auta mogłaby wynieść około 25 tys. zł. To jedna z większych dopłat do samochodów elektrycznych w Europie. Dopłata w identycznej wysokości funkcjonuje we Francji. U naszych zachodnich sąsiadów, w Niemczech, wynosi około 17 tys. zł.
Pomysł ministra jest ryzykowny, gdyż poziom zamożności naszych obywateli w porównaniu z innymi krajami zachodnimi jest znacznie niższy i na zakup auta elektrycznego stać byłoby niewiele osób. Średnia cena takiego auta przekracza 100 tys. zł. Być może okazałoby się, że opłata emisyjna (jeśli wejdzie w życie), na którą złożą się wszyscy kierowcy, niezależnie od swoich dochodów, przyniosłaby korzyść tylko małej grupie osób, tych najbardziej zamożnych.

Biorąc to wszystko pod uwagę, pomysł ministra polegający na wprowadzeniu dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych można potraktować w kategorii dalekosiężnych planów. Być może rozwój techniki pozwoli na tańszą produkcję samochodów napędzanych energią elektryczną, co wpłynęłoby na możliwość ich zakupy przez szersze kręgi społeczeństwa.
Samochody elektryczne są przyszłością motoryzacji. Nie tylko podniosą komfort szybkiego przenoszenia się z miejsca na miejsce bez dymiących rur wydechowych i zapachu ropy, ale umożliwią też powrót do czystszego środowiska i ograniczenie smogu.