Miasto ma duży apetyt na wybudowanie dworca autobusowego z wykorzystaniem dotacji unijnej, ale realia finansowe idą w poprzek oczekiwań. Odbyły się już dwa przetargi na budowę dworca, ale ich efekty są mizerne.
Na pierwszy przetarg nie wpłynęła żadna oferta, a w drugim złożono dwie oferty, które przekroczyły zaplanowany kosztorys o kilka mln zł. Jedna oferta  opiewała na 10 mln zł, a druga – 11,5 mln zł. Tymczasem kosztorys budowy dworca zakłada kwotę około 8 mln zł. Tyle miasto gotowe jest zapłacić wykonawcom inwestycji tak oczekiwanej przez bełchatowian. Dofinansowanie unijne wyniesie 2 mln zł, ale jest warunek, by obiekt wybudowany był w technologii pasywnej, a więc zakłada wyposażenie go w pompy ciepła i urządzenia fotowoltaiczne. Ta technologia warunkująca dofinansowanie jest z kolei droższa niż tradycyjna.


Miasto zamierza wkrótce ogłosić trzeci przetarg, ale bierze też pod uwagę zrezygnowanie z ambitnych zamierzeń związanych z użyciem nowoczesnych i ekologicznych technologii. Wiceprezydent Ireneusz Owczarek mówi, że będzie rozważana możliwość wybudowania punktu przesiadkowego w technologii tradycyjnej, jeśli oferenci ponownie złożą oferty przekraczające kosztorys. Na realizację zadania jest czas do końca grudnia 2019 roku.
- Zastanowimy się więc nad każdym rozwiązaniem, dzięki któremu bełchatowianie będą mogli korzystać z tak potrzebnego dworca – zapewnia wiceprezydent.
Dworzec ma powstać przy ul. Czaplinieckiej w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala. W budynku dworca znajdzie się miejsce na poczekalnię, kasę, toalety, pomieszczenie dla kierowców, gastronomię. Zostaną wybudowane parkingi, drogi dojazdowe, a trochę później ścieżki rowerowe.